Gdzie szukać firm bez strony internetowej — 5 źródeł, które faktycznie działają
Firma bez strony internetowej to najczystszy lead, jaki istnieje dla kogoś, kto sprzedaje strony. Problem nie polega na tym, czy takie firmy są — jest ich w Polsce dziesiątki tysięcy. Problem polega na tym, jak je znaleźć szybciej niż w tempie 20 na godzinę.
Jak w ogóle rozpoznać brak strony
Ważne rozróżnienie, bo „brak strony" ma cztery różne odcienie i każdy wymaga innej wiadomości:
- Zupełny brak — w wizytówce Google nie ma żadnego linku. Najłatwiejszy lead.
- Facebook zamiast strony — w polu „strona" wpisany profil na FB. Firma wie, że czegoś potrzebuje, ale poszła na skróty.
- Strona-wizytówka z kreatora — jednoekranowa strona z darmowego kreatora, często z reklamą dostawcy. Sygnalizuje gotowość do zapłaty.
- Strona martwa — domena istnieje, ale nie odpowiada albo ostatnia aktualizacja jest sprzed pięciu lat.
Najwyższą konwersję dają kategorie 2 i 3: te firmy już zdecydowały, że obecność w sieci jest im potrzebna. Nie musisz ich przekonywać do idei, tylko do lepszego wykonania.
Pięć źródeł
1. Google Maps — podstawa
Każda firma usługowa, która chce być znaleziona lokalnie, ma wizytówkę. Wizytówka od razu pokazuje: czy jest strona, ile jest opinii, jaka jest ocena, czy jest telefon.
Branże z najwyższym odsetkiem braku strony: fryzjerzy i barberzy, kosmetyczki, warsztaty samochodowe, ekipy remontowe, firmy sprzątające, transport, catering, hodowcy i usługi dla zwierząt.
Minus: ręczne przeglądanie jest wolne. 40 firm z kontekstem to około 2 godziny.
2. Grupy branżowe na Facebooku
Lokalne grupy „Polecam usługi w …" i grupy branżowe. Ludzie polecają tam firmy, wklejając numer telefonu — bo strony nie ma. To bardzo mocny sygnał, dodatkowo z dowodem, że firma ma klientów.
Minus: nie da się tego sensownie przeskalować, a scrapowanie grup jest w szarej strefie regulaminowej.
3. Portale ogłoszeniowe usług
OLX-usługi, Oferia i podobne. Wykonawca, który zbiera zlecenia wyłącznie przez portal, płaci prowizję i zwykle nie ma własnego kanału. To dobry argument sprzedażowy: „płacisz za każde zlecenie, a mógłbyś mieć własne".
Minus: dużo jednorazowych ogłoszeń i osób, które nie prowadzą działalności.
4. Rejestry firm (CEIDG, KRS)
Filtr po dacie rejestracji daje nowe firmy — a nowa firma to firma, która dopiero buduje obecność w sieci. Świeżo zarejestrowana działalność to okno kilku miesięcy, w których budżet na markę jeszcze nie jest wydany.
Minus: rejestr nie mówi, czy firma ma stronę. Trzeba to sprawdzić osobno, firma po firmie.
5. Lokalne katalogi i portale miejskie
Katalogi branżowe i portale miast mają wpisy z samym telefonem. Sygnał jest, ale dane bywają nieaktualne — sprawdzaj, czy firma nadal działa, zanim napiszesz.
Czego unikać
- Kupowania gotowych baz. Nie wiesz, jak zostały zebrane, dane są stare, a wiadomość do losowej firmy z bazy to spam bez sygnału.
- Firm z bardzo małą liczbą opinii i brakiem telefonu. Zwykle nieaktywne.
- Sieciówek i franczyz. Decyzja o stronie zapada w centrali, lokal nie ma sprawczości.
- Zbyt szerokiego zasięgu. Lepiej 30 firm w jednym mieście i jednej branży niż 300 rozrzuconych — wtedy każda kolejna wiadomość korzysta z tego, czego nauczyłeś się przy poprzedniej.
Jak to poskładać
Realny proces wygląda tak: wybierasz jedną branżę i jedno miasto, zbierasz 30–40 firm, odrzucasz te bez sygnału, zostaje 12–15 sensownych leadów, do każdego piszesz wiadomość odnoszącą się do tego, co u niego widać.
Ręcznie to pół dnia. Lead Radary robi to w kilka minut: przeszukuje Google Maps, rozpoznaje który z czterech odcieni „braku strony" występuje, ocenia lead i pisze pierwszą wiadomość w języku klienta.
Podsumowanie
- „Brak strony" ma cztery odcienie — najlepiej konwertują Facebook-zamiast-strony i strona z kreatora.
- Google Maps to podstawowe źródło, reszta to uzupełnienie.
- Nowo zarejestrowane firmy to okno czasowe, które szybko się zamyka.
- Nie kupuj baz. Buduj listę pod konkretny sygnał.
